...wypada więc podziękować wszystkim tym, którym chciało się przeczytać maszynopis „Drugiego piętra”, skomentować i trzymać kciuki, żebym dobrnął do końca.
I wszystkim tym, którzy podtrzymywali mnie na duchu i robią to nadal. I tym, którzy nie znieśli mojego marudzenie i udają, że przestałem istnieć. I wszystkim tym, którzy niestrudzenie pomagają w promowaniu mojej książki. I wszystkim tym, którzy mają ochotę poznać losy Lidii i Heleny.
Że przypomnę: obie wyszły w milczeniu nad ranem. To była połowa listopada. Pamiętam jak dziś... Rozsypujące się, ledwie trzymane w ryzach przez napięte gumki teczki biurowej. Pamiętam, że nie były zachwycone porzuceniem rodzinnego domu na nie wiadomo jak długo. Wprawdzie przez te pięć miesięcy utrzymywaliśmy kontakt, ale to nie jest to samo, co codzienna wspólna praca. Ale bez nich zrobiło się pusto! Pamiętam.